Moja historia

To nie jest historia sukcesu z książki.

To jest historia dna. Mojego dna.

Osobista opowieść Pawła o uzależnieniu, lęku, rodzinie, upadku i odzyskaniu własnego życia.
Paweł – twórca Formuły Długowieczności
18 lat bez alkoholu, bez papierosów i tysiące małych decyzji, które uratowały życie
„Dla tych, którzy leżą na dnie i myślą, że już nie wstaną.”
Zrób pierwszy krok
01

Dno

Rok 2008

To nie jest historia sukcesu z książki. To jest historia dna. Mojego dna.

Mam 61 lat. Dziś wstaję rano, wbiegam na dziesiąte piętro bez zadyszki, piję kawę i patrzę na swoje trzy dorosłe córki. One się do mnie uśmiechają. A ja pamiętam wszystko. I napiszę to teraz, bo muszę. Nie dla lajków. Dla tych, którzy leżą na dnie i myślą, że już nie wstaną.

Rok 2008. Mam 43 lata.

Wyglądam jak wrak. Nie, wrak ma więcej godności.

Alkohol. Zaawansowany alkoholizm. Nie taki „piję w weekendy”. Taki, że rano muszę wypić, żeby przestać się trząść. Taki, że wieczorem nie pamiętam, co mówiłem do dzieci. Taki, że żona patrzy na mnie jak na obcego.

Papierosy. 20 lat palenia. Kaszel, od którego myślałem, że płuca wylecą na podłogę. Każdego poranka się dusiłem.

Paweł w okresie, o którym opowiada w swojej historii

Nerwica lękowa kliniczna. W wieku 35 lat. Dwa lata piekła bez leków, bez lekarzy. Psychiatra, do którego w końcu trafiłem, powiedział tak: „Panie, depresja to przy nerwicy lękowej jak lekki kaszelek. A Pana nerwica to zapalenie płuc z powikłaniami”. I miał rację.

Bałem się własnego cienia. Bałem się wyjść z domu. Bałem się, że serce mi stanie, że oszaleję, że umrę. I nie mogłem spać. Tydzień, dwa, miesiące. Spałem po dwie godziny na dobę, a potem bałem się zasnąć, bo myślałem, że się nie obudzę.

Waga. Ponad 120 kg. Drugie piętro w bloku? Dla mnie to była wyprawa. Sapałem, łapałem się poręczy, zatrzymywałem na półpiętrze. Wstydziłem się przed sąsiadami.

Ciśnienie. Wysokie, cały czas. Cukier. Ponad 120. Sen. Żaden. Głowa. Pełna chaosu.

Byłem wrakiem. I wiedziałem, że jeśli tak dalej pójdzie, to za rok, dwa, koniec. Nie chodzi o starość. Chodzi o to, że ciało powiedziało: dość. Nie dam rady.

Paweł przed blokiem

Najgorszy był alkohol.

Bo alkohol nie tylko niszczy wątrobę. On niszczy duszę. Zredukował mnie do kogoś, kto nie był wart nic. Kto sam siebie zniszczył. Kto patrzył w lustro i widział obrzydliwego, grubego, trzęsącego się człowieka, który śmierdzi potem i wódką.

Myślałem, że nie pociągnę długo. Że to koniec. I wiecie co? W pewnym momencie nawet chciałem, żeby to był koniec. Bo nie miałem siły.

02

Iskra

Rodzina

Ale była iskra.

Moje córki. Trzy. Dorastające. Które przez lata zaniedbywałem. Nie pamiętałem ich urodzin, nie byłem na żadnym szkolnym przedstawieniu, nie rozmawiałem z nimi. Tylko byłem albo pijany, albo kac, albo w nerwicy, albo wściekły.

A one patrzyły na mnie. I w ich oczach nie było nienawiści. Był smutek. I strach. I taka… rezygnacja. Jakby już wiedziały, że tata nie wróci.

I jest jeszcze coś, o czym muszę powiedzieć.

Bo jeśli w tej historii wydarzył się jakiś cud, to nie jest nim to, że przestałem pić.

Cudem jest to, że oni ze mną wytrzymali.

Że moja żona została.

Że moje dzieci zostały.

Dziś, z perspektywy czasu, sam nie wiem, skąd mieli tyle cierpliwości.

Piłem piętnaście lat.

Pierwsze kilka lat wyglądało niewinnie. Weekendowe picie. Spotkania. Imprezy. Takie oszukiwanie samego siebie, że wszystko jest pod kontrolą.

A potem alkohol zaczął przejmować stery.

Coraz częściej.

Coraz mocniej.

Coraz bardziej.

Aż stał się centrum mojego życia.

W tamtym czasie nie niszczyłem tylko siebie.

Niszczyłem wszystkich wokół.

Kilka razy straciłem pracę.

W domu pojawiały się problemy finansowe.

Nie dawałem rodzinie poczucia bezpieczeństwa.

Nie dawałem spokoju.

Nie dawałem oparcia.

Zamiast męża i ojca często byłem kolejnym problemem, z którym musieli się mierzyć każdego dnia.

Byłem ciężarem.

Dla nich.

I dla samego siebie.

A mimo to dawali mi kolejną szansę.

I jeszcze jedną.

I jeszcze jedną.

Dziś wiem, że wielu ludzi na ich miejscu powiedziałoby: dość.

I mieliby do tego pełne prawo.

Ale oni nie skreślili mnie całkowicie.

Nie przestali wierzyć, nawet wtedy, gdy ja sam już w siebie nie wierzyłem.

Dlatego do końca życia będę wdzięczny swojej żonie.

Do końca życia będę wdzięczny swoim córkom.

Bo człowiek może odzyskać zdrowie.

Może odzyskać pieniądze.

Może odzyskać formę.

Ale odzyskanie rodziny po latach zadawania jej bólu jest czymś, czego nie da się wycenić.

Rodzinne zdjęcie Pawła

A ja prawie straciłem rodzinę.

Dlatego to największy dar, jaki dostałem od życia.

03

Ostatnia próba

Nowy początek

I wtedy pomyślałem: Czy ja tak mam skończyć? Czy moje córki mają pamiętać mnie jako tego śmierdzącego pijaka, który umarł w wieku 43 lat?

Nie.

To nie może być koniec. To będzie nowy początek.

Podjąłem ostatnią próbę.

Bez terapii, bez odwyków, bez cudów. Po prostu powiedziałem sobie: albo teraz, albo nigdy.

Rzuciłem alkohol. Z dnia na dzień. Rzuciłem papierosy. Z dnia na dzień. I zacząłem wychodzić z tego gówna.

Nie powiem, że było łatwo. Było piekło. Bezsenność, poty, lęki, myśli samobójcze, ochota, żeby się napić „tylko jeden raz”, a potem kolejny i kolejny. Ale nie odpuściłem.

Dzień po dniu. Miesiąc po miesiącu. Rok po roku.

04

I dziś?

Odzyskane życie

I dziś?

Mam 61 lat. 18 lat bez alkoholu. 18 lat bez papierosa.

Z 120 kg schudłem do normalnej wagi. Ciśnienie wróciło do normy. Cukier? Normalny. Nerwica? Jestem nad nią panem. Przyszła i odeszła, bo nie pozwoliłem jej wygrać.

Dziś wybiegam na dziesiąte piętro z uśmiechem na twarzy. Śpię po nocach. Oddycham pełną piersią.

I najważniejsze: odzyskałem rodzinę. Córki są przy mnie. Wnuki mnie kochają. Żona, tak, ta sama, która patrzyła na mnie z rozpaczą, dziś jest obok.

Odzyskałem rodzinę. Odzyskałem zdrowie. Odzyskałem życie. Odzyskałem szacunek, swój własny i innych.

Paweł współcześnie – pełna sylwetka

Jestem sto razy silniejszy niż kiedykolwiek w życiu.

Bo nie ma większej siły niż ta, która powstaje w człowieku, który wstał z dna. Nie ten, który nigdy nie upadł, jest silny. Ten, który upadł na samo dno, roztrzaskał się o skały i mimo wszystko wstał.

I teraz mogę o tym mówić. Nie dlatego, że przeczytałem książkę o uzależnieniach. Nie dlatego, że skończyłem kurs online. Ale dlatego, że to przeżyłem na własnej skórze. Wykrwawiłem, wypłakałem, wytrząsłem się w bezsennych nocach.

I życie nauczyło mnie jednego, najważniejszego:

05

Nigdy nie jest za późno

Najważniejsza lekcja

NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO.

Nie ważne, czy masz 43 lata, czy 53, czy 63. Nie ważne, ile ważysz. Nie ważne, ile lat piłeś. Nie ważne, jak głęboko jesteś na dnie.

Zawsze jest ostatnia próba. I ona może się udać.

Udała się mnie. Może udać się tobie.

Dzielę się tym, bo ktoś tam teraz czyta i myśli: ja też jestem wrakiem, ja też nie mam siły.

Masz siłę. Ona jest w tobie. Może uśpiona, może przywalona tym całym świństwem, ale jest.

Znajdź swoją iskrę. Może to dziecko. Może matka. Może własny strach przed śmiercią. I chwyć się jej.

I wstawaj.

Bo życie czeka. Naprawdę czeka. I jest piękne, gdy się je przeżyje na trzeźwo, na zdrowo, na poważnie.

Ja to zrobiłem. Ty też możesz.

Ten sam człowiek.

Na tych zdjęciach jest ten sam człowiek. Dzieli je 18 lat bez alkoholu, bez papierosów i tysiące małych decyzji, które uratowały mi życie.

Ważna informacja

Historia przedstawia osobiste doświadczenia Pawła. Materiały oraz konsultacje mają charakter edukacyjny i informacyjny. Nie stanowią diagnozy, leczenia ani porady medycznej i nie zastępują kontaktu z lekarzem, terapeutą uzależnień lub innym wykwalifikowanym specjalistą. W przypadku zagrożenia zdrowia lub życia należy niezwłocznie skorzystać z profesjonalnej pomocy.